2. Koktajle są tradycją kulinarną i jako takie zasługują na szacunek

Last updated on: Published by: Michael Bowyer 0

2. Koktajle są tradycją kulinarną i jako takie zasługują na szacunek

ay nie dla styropianu: 12 przepisów inspirowanych jedzeniem na wynos

Zmień swoją kuchnię w jadalnię z dziurą w ścianie dzięki gotowej wersji posiłku na wynos.

Smażony ryż

avlxyz/flickr

Świeże i kolorowe szparagi oraz groszek ładnie kontrastują z ryżem do żucia w tym przepisie. Zobacz przepis tutaj.

Powiedz nie styropianowi: 12 przepisów inspirowanych jedzeniem na wynos

Zmień swoją kuchnię w jadalnię z dziurą w ścianie dzięki gotowej wersji posiłku na wynos.

Pieczone Ziti

alanagkelly/flickr

Przygotowanie tego domowego pieczonego ziti – część rodzinnej kolekcji przepisów autora – jest prawie tak proste, jak odbiór zamówienia. Zobacz przepis tutaj.

Powiedz nie styropianowi: 12 przepisów inspirowanych jedzeniem na wynos

Zmień swoją kuchnię w jadalnię z dziurą w ścianie dzięki gotowej wersji posiłku na wynos.

Kebaby Jagnięce Z Chutney i Chaat

Samer Farha/flickr

Robić "indyjski w" do tego dania głównego, podawane na ryżu basmati. Zobacz przepis tutaj.

Powiedz nie styropianowi: 12 przepisów inspirowanych jedzeniem na wynos

Zmień swoją kuchnię w jadalnię z dziurą w ścianie dzięki gotowej wersji posiłku na wynos.

Mrożona kawa

Krabiman/flickr

Każdego popołudnia zrzucasz oszczędności w Starbucks? Postępuj zgodnie z radą Jerry’ego Baldwina i bądź swoim własnym baristą. Zobacz technikę tutaj.

Powiedz nie styropianowi: 12 przepisów inspirowanych jedzeniem na wynos

Zmień swoją kuchnię w jadalnię z dziurą w ścianie dzięki gotowej wersji posiłku na wynos.

Lody Karmelowe

radość/flickr

Wymień ciężarówkę z lodami na przygodę w staromodnym stylu. Słony karmelowy smak to proste i eleganckie miejsce na początek. Zobacz przepis tutaj.

Powiedz nie styropianowi: 12 przepisów inspirowanych jedzeniem na wynos

Zmień swoją kuchnię w jadalnię z dziurą w ścianie dzięki gotowej wersji posiłku na wynos.

Grantsviews/flickr

Wielu z nas dodało otuchy, gdy dowiedzieli się, że liczba małych gospodarstw w USA rośnie po raz pierwszy od stulecia. Najnowszy Spis Rolnictwa podaje więcej małych gospodarstw w 2007 roku niż w 2002 roku.

Ale USDA, która śledzi takie rzeczy w raportach, takich jak ostatnie "Małe gospodarstwa w Stanach Zjednoczonych: wytrwałość pod presją," oferuje mniej optymistyczny przekaz.

Zdaniem autorów tego raportu, zdefiniowanie małego gospodarstwa nie jest takie proste. Jak tłumaczą:

USDA definiuje małe gospodarstwo jako działalność, w której dochód brutto z gospodarstwa wynosi poniżej 250 000 USD. W tej grupie znajdują się gospodarstwa komercyjne i niekomercyjne. Liczba małych gospodarstw komercyjnych – ze sprzedażą od 10 000 do 250 000 USD – w rzeczywistości spadła w latach 2002-2007… W rzeczywistości cały wzrost nastąpił w gospodarstwach o wartości sprzedaży poniżej 1000 USD… Większość z tych operacji można lepiej opisać jako wiejskie rezydencje ; gospodarstwa domowe w tych gospodarstwach – i w wielu innych małych gospodarstwach – w dużej mierze opierają się na dochodach poza gospodarstwem.

Chociaż większość (91 procent) amerykańskich gospodarstw rolnych jest małych, gospodarstwa zarabiające 250 000 i więcej stanowią 85 procent wartości rynkowej produkcji rolnej.

Jestem zaskoczony tymi liczbami i zastanawiam się, czy dane USDA obejmują młodych rolników, o których ciągle słyszę, którzy produkują na targi i CSA. Ci, których spotykam, mówią mi, że zarabiają na życie. Jeśli tak, to mam nadzieję, że radzą sobie lepiej niż 1000 dolarów rocznie. Jeśli nie, potrzebujemy współpracy z USDA, aby upewnić się, że to zrobią. Małe gospodarstwa uprawiają żywność, a nie paszę. Potrzebujemy ich więcej.

płyta wiórowa/flickr

"Mocna obrona cichej materialnej przyjemności jest jedynym sposobem przeciwstawienia się powszechnemu szaleństwu Fast Life." -z Manifestu Slow Food

Zawsze znajdowałem się wśród najwolniejszych barmanów. Nie przez lenistwo, pamiętajcie, ale dlatego, że wierzę, że doskonałość jest najważniejsza. Wiem, że mógłbym szybciej się poruszać, szybciej nalewać, szybciej miksować, ale też nie znoszę tego pomysłu, bo zbyt często oznacza skróty. Odmawiam ogolenia sekund, jeśli oznacza to zły napój.

Za każdym razem, gdy jestem na głębokości trzech i pędzę po składniki, nalewam za darmo i zapominam o tak prostych ulepszeniach, jak oblodzenie szklanki, czuję cień żalu. Wiem, że serwuję drinka, który mógłby być lepszy, który chce być lepszy. Trzeba sobie wyobrazić, że każdy koktajl ma swoje własne życie i pragnienia, pragnienia. Wtedy mnożą się wszystkie przestępstwa przeciwko koktajlowi – nie są one skierowane wyłącznie przeciwko tobie i twojemu klientowi, ale przeciwko samemu koktajlowi, nad którego stworzeniem i daniem życia pracował jakiś barman z przeszłości.

Charles Baker, Jr., wielki bon vivant i pisarz, wyjaśnia to uczucie w swojej książce Jigger, Beaker and Glass:

Wyniki są smutne dla biednego faceta, który musi pić swoje napary; ale jeszcze smutniejsze jest uświadomienie sobie głęboko w sercach naszego biednego miksera, że ​​zdradził swoje powołanie, swoją lepszą sztukę mieszania, poprzez odmowę robienia właściwych i właściwych rzeczy – a jednak nadal nic z nimi nie robi.

Teraz nie sugeruję być celowo powolnym. Powinnaś poświęcić swój czas na zrobienie tego, co słuszne. Bądź skuteczny, ale bądź celowy. Jak napisał Kingsley Amis: "Podawanie dobrych napojów, jak wyprodukowanie czegokolwiek wartościowego, od wiersza po samochód, jest kłopotliwe i drogie." Powody tych kłopotów i wydatków stały się dla mnie oczywiste, ale pozwólcie, że przedstawię je wtajemniczonym.

1. Kiedy ktoś delektuje się dobrze przyrządzonym koktajlem, pije w sposób odpowiedni dla dorosłych, unikając wulgarnych zwyczajów kolegialnych stoisk z beczkami i bongami piwnymi. Teraz możesz chichotać, a nawet myśleć, że jestem nadęty, ale picie jak studentka jest dokładnie tam, gdzie ten zwyczaj się bierze: na studiach. Równie smutne jest widzieć starego mężczyznę noszącego kolorowe, wzorzyste szorty plażowe, jak widok osoby powyżej 30 lat pijącej głupie shoty.

2. Koktajle są tradycją kulinarną i jako takie zasługują na szacunek. Trudno byłoby pozwolić, by teriery wyszły na boisko, przywdziewały stroje baseballowe i czuły się zadowolone, że reprezentują wspaniałą grę w baseball. Chociaż przez chwilę może to być urocze, nie ma sportu.

3. Picie jest problematyczne, gdy jest nadużywane. Poświęcenie czasu na wyprodukowanie koktajlu generalnie sprawia, że ​​klient musi na niego czekać i wypić go w odpowiednim tempie. Jeśli twój napój jest odświeżany co 90 sekund, twoje szanse na życie maleją w stosunku do szybkości barmana. Sześćdziesiąt sekund, przegrywasz.

4. Szybkie robienie napojów może spowodować utratę pieniędzy. Zdaję sobie sprawę, że stare porzekadło mówi, że czas to pieniądz, ale zapewnienie sobie powrotnej publiczności i oddanych fanów zrekompensuje wszelkie straty wynikające z wolniejszego wydawania napojów. Wielu barmanów już o tym wie, ale szybki drink zarabia dolara lub mniej, a doskonały koktajl zdobywa oddanego fana.

Bycie powolnym barmanem wymaga pewnej zmiany w postrzeganiu picia przez barmanów i klientów, a na pewno nie ma sensu w klubie lub barze o dużej objętości. Jednak dla tych z nas, którzy stoją w umiarkowanie ruchliwym barze lub pracują wolniej w nocy, jaka jest szkoda w doskonaleniu naszego rzemiosła? Dlaczego wszystkim się tak spieszy?

Jarrett Wrisley

W zeszłym tygodniu w Bangkoku zrobiło się gorąco. Retoryka protestujących Czerwonych Koszul nasilała się, podobnie jak surowe reakcje rządu Tajlandii. W nagłym zwrocie wydarzeń generał dywizji Katthiya Sawasdiphol, szeregowy żołnierz tajski, który buntowniczo przejął kontrolę nad bezpieczeństwem Czerwonych Koszul, został postrzelony w głowę. Byłem w domu i gotowałem spaghetti.

Kilku przyjaciół było w okolicy, kiedy to się stało i zadzwoniło do mnie w panice. Wydawało się, że zbliża się kolejny konflikt. To było.

Przez półtora roku, kiedy tu mieszkam, gwałtowne wydarzenie w Tajlandii wydawało się niemal predestynowane. Ale bez względu na to, jak jesteś przygotowany na coś takiego, nie ułatwia to tego. Odwracasz w głowie utratę życia, gdy sceny tuż za twoimi drzwiami stają się przerażające. Sen staje się refleksją.

Gdy kule zaczęły przebijać nocne powietrze w pobliżu naszego domu, spacerowanie po ulicach w okolicy Sathorn stało się niebezpieczne. Kanały na Twitterze informowały mnie na bieżąco o akcji, chociaż informacje przepływały z tych samych głęboko partyzanckich perspektyw, które rozpaliły konflikt. Słyszałem o rozpalonym ogniu, a potem udałem się na dach, żeby go obejrzeć. Dowiadywałem się o wybuchających bitwach z bronią w ręku i wychodziłem na zewnątrz, żeby ich posłuchać. Wentylator wyciągowy na moim dachu został znokautowany przez zabłąkaną kulę, co zauważyłem w środę, robiąc zdjęcia kłębiącego się dymu.

Ostatnim dniem, w którym opuściliśmy nasz dom, który był z trzech stron otoczony walkami, był ostatni sobotni wieczór, 15 maja. Poszliśmy do baru przyjaciela, który niedawno został otwarty, w gacie poparcia. Jest w tej samej dzielnicy (Thong Lor), w której planuję otworzyć restaurację i bar jeszcze w tym roku.

Kiedy piłem staromodny w nowym barze, zwany WTF – Wspaniała Tajska Przyjaźń, choć w tych czasach wystarczała inna nazwa – Canadian Broadcasting Company wezwał mnie na wywiad. Zgodziłem się i wszedłem w ciemną uliczkę, żeby porozmawiać przez telefon. Ostatnie pytanie mną wstrząsnęło: "Czy myślisz, że jeśli sprawy potoczą się tak, jak są, będzie jakiś moment, w którym zdecydujesz się wyjechać i wrócić do Stanów Zjednoczonych?" Zakrztusiłem się, opowiedziałem o swoich planach biznesowych i wróciłem do baru na kolejnego drinka.

Tej nocy, gdy jechaliśmy do domu nad Klong Toey, częściowo niesławnym gettem, a częściowo hurtownią żywności, wściekli taksówkarze zaczęli blokować autostradę. Przez następny tydzień wychodziliśmy z domu tylko po jedzenie.

Kiedy coś idzie nie tak, jak już pisałam, kieruję się do kuchni, by znaleźć ukojenie. W tym czasie strzałów z broni palnej, pożarów opon i godzin policyjnych gotowanie było wszystkim, co robiłem. W niedzielę odwiedziłem mój lokalny supermarket i zaopatrzyłem się w to, co zostało – w tym przypadku tylko grzyby, marchew, rzodkiew, udka z kurczaka, pomidory w puszkach, suszony makaron i kości wieprzowe. Przeszukałem lokalny rynek świeżych owoców, ziół i wieprzowiny. Kupiłem dużą torbę oczyszczonych kości z kaczki od sprzedawcy pieczonych kaczek.

Jarrett Wrisley

I przez następne pięć dni z rzędu gotowałem jak szczur w klatce, od czasu do czasu biegając na dach, żeby zrobić zdjęcia. Wyszedłem jeszcze tylko raz, by znaleźć zwykle zakorkowaną Sathorn Road, opuszczoną, tylko dla tlących się stert śmieci. Zatrzymałem się na moim świeżym targu, żeby porozmawiać ze sprzedawcą ryb, którego zapasy zmniejszyły się do bezwładnej kupki dwudniowych krewetek. Pokręciła głową i uśmiechnęła się. Nie kryło jej bólu.

Bliżej domu, młoda Czerwona Koszula "gwardia" teraz aktywnie angażuję się w uzupełnianie zapasów przez wojsko napojów energetyzujących, piwa i papierosów w moim lokalnym 7-Eleven, po czym odjechałem z powrotem do Klong Toey. Wiele z tych butelek piwa i napojów energetycznych zostało przerobionych na koktajle Mołotowa. Dwóch mężczyzn przejechało obok na motocyklach we wtorek po południu, rozbijając nasze szklane budki telefoniczne metalowymi rurami, podczas gdy przyjaźni sprzedawcy makaronu i owoców przyglądali się w milczeniu. Moja dzielnica w Bangkoku, jaką znałem, przestała istnieć.

Tamtej niedzielnej nocy ugotowałam curry z Massaman. To tak powolny i przemyślany przepis, jaki można znaleźć w kuchni tajskiej. Jest słodki i złożony, miszmasz kultur w naczyniu, mikrokosmos Tajlandii. Dym unosił się nad budynkami obramowanymi moim kuchennym oknem, gdy rozgniatałam nasiona kolendry, goździki, cynamon i kminek na pachnącą pastę curry. Kawałki wieprzowiny obtoczone w kremie kokosowym do miękkości. Tej nocy zjedliśmy kojącą potrawę przyklejoną do wiadomości, pewni, że najgorsze miało dopiero nadejść.

Chaos ustępował i płynął. Budziłam się w nocy i siadałam pod prysznicem – z dala od szumu klimatyzacji w sypialni – i słuchałam strzałów strzelających kilka przecznic dalej chlorogenic ściema. Potem o 7:00 rano robiłam francuskie tosty, jajka i kawę. Nie pozostało nic innego, jak przeczytać wiadomości. Byłem zbyt przestraszony o mój biznes i zbyt zaniepokojony przemocą, żeby cokolwiek napisać Atlantycki, lub kogokolwiek innego.

Więc gotowałem i jadłem z żoną. Pieczeń wieprzowa z kiszoną kapustą i puree ziemniaczanym, spaghetti Bolognaise, ramen z rzodkiewką i grzybami shiitake, BLTs, krem ​​z brokułów, kluski z kaczki, żeberka z grilla. Posprzątałam swoje szafki i przy każdym naczyniu starałam się znaleźć nowy poziom komfortu. Ale kiedy jedliśmy i oglądaliśmy wiadomości w naszym pokoju wypełnionym delikatnym światłem, klimatyzacją i zapachami jedzenia, czułem się winny i bezradny, oglądając sceny rozgrywające się na zewnątrz.

Jarrett Wrisley

W środę 19 maja wojska tajlandzkie przebiły się przez barykady, by zmusić Czerwonych Koszul do opuszczenia ich miejskiego obozowiska. Gdy ich przywódcy poddali się, ekstremiści spalili co najmniej 36 celów w Bangkoku, w tym największe centrum handlowe w mieście, wiele banków i inne miejsca o znaczeniu gospodarczym i politycznym. Kiedy mieszałam ulubiony przepis na pieczony czosnek, białe wino, kurczaka i liście laurowe, dym uniósł się przez okno kuchenne. I po raz pierwszy naprawdę się przestraszyłem. Zastanawiałem się, czy przemoc może kiedykolwiek wkroczyć do tego, co do tej pory było moim sanktuarium winnych.

Ale potem był spokój. Wczoraj opuściliśmy nasz dom, aby spotkać się z przyjaciółmi w domowej tajskiej restauracji. Około 14 z nas siedziało przy długim stole, skubiąc curry i popijając piwo. Posiłek wydawał się pogrzebowy — ludzie nerwowo wdzięczni, że mogą dzielić towarzystwo innych, niezależnie od okoliczności. Następnie udaliśmy się do domu, zanim zapadła godzina policyjna o 21:00 i ulice Bangkoku ucichły.

Dziś słońce świeci przez jasne, czyste niebo. Trochę się przespałem i napisałem to, aby oczyścić umysł. Rząd Tajlandii stoi przed wielkim podziałem i zastanawiam się, jak to wszystko zostanie naprawione. Zginęło tak wiele istnień ludzkich.

Niedługo pójdę usiąść w miejscu, które podpisałem dwa tygodnie temu na Sukhamvit Soi 55. Muszę się zastanowić. Muszę narysować kredą linie baru, stołów i krzeseł na betonowej podłodze i sprawdzić, czy plany mojego projektanta rzeczywiście działają. Muszę sobie wyobrazić ruch w pomieszczeniu, zmierzyć kuchnię i zobaczyć, gdzie zmieszczę sprzęt.

I potrzebuję trochę spokoju. Więc potem pewnie wrócę do domu i ugotuję obiad. I tak nie ma nic więcej do zrobienia.

jason krzesiwo/flickr

Aby wypróbować przepis Reginy na étouffée z raków, w którym skorupiaki gotowane są na maśle i lekkiej zasmażce, kliknij tutaj.

Raki i ryż doskonale komponują się na talerzu, podobnie jak na mokrych polach Luizjany. Hodowla ryżu w Luizjanie trwa od pokoleń, a rolnicy zawsze wiedzieli, że rodzime raki co roku rozwijają się w sztucznych zbiornikach wodnych.

Ponieważ raki żyją dobrze na rozkładającej się materii roślinnej, ich hodowla na tych polach jest bardzo niewielka. Jeśli rolnicy sami nie wykorzystali wszystkich raków, czasami je sprzedawali, a po pewnym czasie zorientowali się, że mogą wykorzystać swoją istniejącą ziemię, sprzęt i pracowników do hodowli raków jako płodozmianu. Stało się to poważnym przemysłem, z 74 milionami funtów pochodzącymi z farm w porównaniu z 8 milionami pochodzącymi z dzikiej przyrody, głównie z dorzecza rzeki Atchafalaya. Nawet przy uprawie tych południowych przysmaków wciąż nie wystarczają na zaspokojenie popytu i nadal są pożądanym sezonowym przysmakiem.

Kiedy zaczyna się sezon, wydaje się, że wszyscy mają ochotę na klasyczne gotowanie raków: całe raki gotowane z ziemniakami, słodką kukurydzą, cebulą, cytryną i dużą ilością przypraw do gotowania krabów Zatarain. Mam dość tej tradycji spalonych warg i palców pokrytych pęcherzami od obierania tych twardych stworzeń. Ciężko jest przejść przez ten rytuał więcej niż dwa razy na wiosnę, zanim praca wydaje się przeważać nad przyjemnością. Szybko przechodzę do jednofuntowych opakowań świeżego mięsa z ogonów raków, bez względu na cenę, pod warunkiem, że są to raki z Luizjany.

Related posts